- 2026-09-04
- 0
- 19 minuty czytania
Głośne oszczędzanie i zakupy na pocieszenie, czyli jak media społecznościowe zmieniły relację kobiet z pieniędzmi – rozmowa z Magdaleną Korol

Ten sam ekran, na którym kobieta ogląda dziś, jak ktoś głośno mówi „nie wydam na to pieniędzy”, dwa przewinięcia dalej podsuwa jej koszyk zakupowy. Media społecznościowe zrobiły z naszą relacją z pieniędzmi to samo, co wcześniej zrobiły ze sportem: wyciągnęły ją z szatni na widok publiczny. Pytanie brzmi, czy nauczyły nas trenować, czy tylko oglądać cudze treningi. Magdalena Korol, założycielka i prezeska Fundacji i platformy edukacji finansowej dla kobiet HerEDU, twórczyni projektu HerBALANCE i Kobiecego Klubu Finansowego HerCLUB, opowiada o tym, jak media społecznościowe zmieniły relację kobiet z pieniędzmi.
Ola Gościniak: Zacznijmy nietypowo — od golfa. Co takiego usłyszałaś na treningu, że nie mogłaś przestać o tym myśleć?
Magdalena Korol: Kilka tygodni temu usłyszałam od mojej trenerki Mai zdanie, które chodziło za mną przez cały tydzień: nie mam problemu z talentem, mam problem z tym, że za rzadko bywam na driving range’u (dla niewtajemniczonych, driving range lub po prostu range to tzw. strzelnica golfowa, czyli miejsce przeznaczone do nauki i doskonalenia uderzeń golfowych).
Nie obraziłam się. Poczułam ulgę. „Brak talentu” brzmi jak wyrok, a „ćwicz częściej na range’u” brzmi jak plan. Zwłaszcza że driving range to nie turniej. Nikt nie liczy tam wyniku, nikt nie patrzy na to, czy masz zieloną kartę uprawniającą do gry, nikt nie ogłasza zwycięzcy. Liczy się wyłącznie to, jak często się na nim pojawiasz.
Od tamtej pory nie potrafię myśleć o pieniądzach inaczej niż o formie. I kiedy patrzę na to, co przez ostatnie lata zrobiły z naszymi finansami media społecznościowe, widzę dokładnie ten sam proces, przez który wcześniej przeszedł sport. Ze wszystkimi tego konsekwencjami, zarówno tymi dobrymi, jak i tymi, o których mówi się rzadziej.
Cofnijmy się o krok. Jak przez lata wyglądała w Polsce rozmowa o pieniądzach?
Przez dekady rozmowa o pieniądzach miała w Polsce status rozmowy o chorobie: prowadziło się ją półgłosem, w gronie najbliższych, a najlepiej wcale. Nie pytało się, ile kto zarabia, ile ma oszczędności, w co inwestuje. Nie mówiło się, że nie stać nas na coś. Bo nie wypadało, albo było to nieuprzejme, a często wstydliwe. Bo przecież skoro nawet gentlemani nie rozmawiają o pieniądzach, to dlaczego kobiety miałyby?
I nagle w sieci pojawia się „głośne budżetowanie”. Na czym to polega?
Pod koniec 2023 roku amerykański autor i komik Lukas Battle opublikował nagranie o „loud budgeting”, czyli głośnym budżetowaniu, które określił jako przeciwieństwo cichego luksusu. Mechanizm jest banalnie prosty: zamiast wymyślać wymówkę, dlaczego nie idziesz na kolację, mówisz wprost, że nie zamierzasz na to wydać pieniędzy.
To brzmi jak drobiazg, ale nim nie jest. Nasze plany finansowe rzadko bowiem rozsypują się w arkuszu kalkulacyjnym. Rozsypują się natomiast przy stole, kiedy dziewięć osób dzieli rachunek po równo, a ty zamówiłaś tylko zupę. Głośne oszczędzanie było pierwszym wiralowym trendem finansowym, który niczego nie sprzedawał, nie wymagał aplikacji, kursu ani produktu. Wymagał jednego zdania powiedzianego na głos.
Jedno zdanie przy stole to jednak nie rewolucja. Co przyszło po nim?
W ciągu kilku lat nastąpiły dalsze zmiany. Poszła szersza fala: jawne widełki płacowe, publiczne „ile zarabiam”, „ile odkładam”, „ile mam długu”, „ile inwestuję”.
Dokładnie to samo stało się wcześniej z ciałem. Piętnaście lat temu nikt nie publikował trasy swojego biegu ani zdjęcia z siłowni. Dziś trening jest praktyką społeczną — z grupą z siłowni lub klubu pilates, ze wsparciem, z odpowiedzialnością przed kimś jeszcze poza sobą. Finanse przechodzą tę drogę teraz, tylko ze sporym opóźnieniem.
W tym samym feedzie pojawił się jednak trend odwrotny — wydawanie z rozpaczy. Czym ono właściwie jest?
Definicja jest prosta i przykra zarazem: kupujesz właśnie dlatego, że boisz się o gospodarkę, o świat i o siebie.
Badanie Qualtrics dla Intuit Credit Karma pokazało, że robi tak 27 proc. Amerykanów, przy czym wśród millenialsów odsetek sięgał 43 proc. Rok później ta sama firma sprawdziła, skąd bierze się impuls: połowa badanych wydających pod wpływem emocji przyznała, że robi to dla rozładowania stresu, a ponad połowa przedstawicieli pokolenia Z wskazała, że wydawanie uruchamiają w nich złe wiadomości z internetu i mediów społecznościowych. Jedna trzecia badanych zdawała sobie sprawę, że wydawałaby mniej, gdyby ograniczyła czas przed ekranem.
To bardziej kobiecy problem?
I tu muszę powiedzieć rzecz, która nie pasuje do wygodnej narracji stosowanej wobec kobiet: w tych badaniach to nie kobiety wypadają gorzej. Wydawanie z rozpaczy częściej deklarowali mężczyźni. Sęk w tym, że to samo zachowanie kosztuje kobiety więcej, bo częściej startują z niższych wynagrodzeń, częściej przerywają karierę na opiekę nad dziećmi i częściej kończą z niższą emeryturą. A także dlatego, że to właśnie do nas od dekad kierowany jest komunikat, że zakup jest formą troski o siebie. „Zasługujesz na to” jest wyświechtanym sloganem sprzedażowym, nie zasadą finansową.
Czyli kwestia silnej woli?
Mechanizm jest czysto techniczny i nie ma nic wspólnego z charakterem. Ten sam Instagram, który dostarcza Ci stres, ma w zasięgu Twojego palca przycisk „kup teraz” i zapisaną kartę kredytową. Droga od emocji do transakcji skróciła się do dwóch sekund. W sporcie odpowiednikiem tego byłaby bieżnia z automatem ze słodyczami wmontowanym w uchwyt.
Dlaczego w jednym feedzie mieszczą się i porady o oszczędzaniu, i haule zakupowe?
Treści o głośnym oszczędzaniu i filmiki z zakupami żyją w tym samym instagramowym feedzie, bo algorytm nie optymalizuje twojej formy finansowej. Optymalizuje Twoją uwagę.

A czy temu, czego uczymy się z tych filmików, można w ogóle ufać?
Warto znać jakość materiału, na którym „trenujemy”. Brytyjska firma Almond Financial przeanalizowała ponad 150 popularnych nagrań z poradami finansowymi na TikToku i uznała, że do 87 proc. z nich może wprowadzać w błąd — kryterium oceny było: brak zastrzeżenia albo sprzedaż własnego kursu czy e-booka w tle porady. Ponad 85 proc. twórców nie zamieściło też żadnego zastrzeżenia w opisie. Inna analiza, przeprowadzona przez platformę WallStreetZen, wykazała, że 63 proc. nagrań dotyczących akcji było mylących, a 95 proc. nie zawierało informacji o ryzyku.
Te liczby nie są argumentem za tym, żeby zupełnie zamknąć swoje socjale. Są argumentem za tym, żeby zadawać jedno pytanie: dlaczego ta osoba daje mi tę poradę za darmo? Wobec contentu fitnessowego wyrobiłyśmy sobie ten odruch dawno temu — wiemy, że „dziesięć minut do płaskiego brzucha” to wyłącznie obietnica marketingowa, nie plan treningowy. Wobec contentu finansowego dopiero się go uczymy. A stawka jest o wiele wyższa, bo o ile nieudany trening będzie kosztować Cię zakwasy, to nieudana inwestycja – Twoje oszczędności.
Ale mówisz, że najpoważniejsza zmiana jest zupełnie gdzie indziej.
Tak i nie dotyczy ani oszczędzania, ani wydawania. Dotyczy tego, z kim się porównujemy.
Z badania „Kobiety (nie)inwestorki”, przeprowadzonego przez dr hab. Katarzynę Sekścińską dla TFI PZU, wynika, że nieinwestujące Polki zapytane o to, co musiałoby się wydarzyć, żeby zaczęły inwestować, najczęściej wskazują dwie rzeczy: musiałabym pogłębić wiedzę (48 proc.) i musiałabym więcej zarabiać (43 proc.). Ale zaraz za nimi pojawia się odpowiedź zupełnie innego rodzaju: 16 proc. mówi, że musiałaby bardziej wierzyć we własne umiejętności. Co szósta kobieta nazywa więc wprost barierę, która nie ma nic wspólnego ani z rynkiem, ani z saldem konta. Z badania Mastercard „Kobiety i Finanse 2024″ wynika z kolei, że 43 proc. Polek sygnalizuje brak pewności siebie przy podejmowaniu decyzji finansowych.
Dlaczego akurat przy pieniądzach porównywanie się z innymi boli tak bardzo?
Bo instagramowy feed dostarcza nieskończoną liczbę punktów odniesienia, ale praktycznie wyłącznie takich, które pokazują metę. Nikt nie publikuje ósmego miesiąca odkładania po dwieście złotych. Publikuje wyłącznie wynik.
W sporcie nauczyłyśmy się już, że porównywanie swojego pierwszego truchtu z czyimś maratonem jest bez sensu, bo widzimy, że tamta osoba jest po prostu na innym etapie treningu. W pieniądzach robimy to codziennie i wyciągamy z tego wniosek o sobie, a nie o etapie, na którym obecnie jesteśmy.
Jest ku temu powód. Forma fizyczna ma lustro. Forma finansowa nie ma żadnego. Nikt ci nie powie: świetnie wyglądasz, widzę, że masz poduszkę na cztery miesiące. Nie ma metki, nie ma zdjęcia „przed i po”, nie ma nikogo, kto zauważy.
A puste miejsce po lustrze nie zostaje puste. Wchodzi w nie feed — tylko że feed lustrem nie jest. Lustro pokazuje ciebie. Feed pokazuje kogoś innego. To jest okno, w które patrzymy jak w lustro. I dlatego wypadamy w nim źle: nie porównujemy się z własnym punktem startu, tylko z cudzym punktem dojścia.
Skoro wiedzy jest w sieci tyle, dlaczego wciąż tak wiele z nas nie zaczyna?
Dlatego, że media społecznościowe zalały nas wiedzą finansową i utwierdziły w przekonaniu, że właśnie tego nam brakuje. Wróćmy na moment do badania TFI PZU: najczęstszą odpowiedzią nieinwestujących Polek na pytanie, co musiałoby się wydarzyć, było „musiałabym pogłębić wiedzę”. Prawie połowa. I to jest właśnie największa pułapka.
Jeszcze jeden kurs. Jeszcze jeden e-book. Jeszcze kilka eksperckich kont do obserwowania. W tle stoi zawsze to samo założenie: skoro nadal nie działasz, to pewnie wciąż wiesz za mało. Więc zanim zaczniesz odkładać, inwestować czy planować, najpierw się przygotujesz. I działanie zostaje odłożone do momentu, w którym będziesz wiedziała wystarczająco dużo. Czyli nigdy.
Czyli wiedza nie wystarczy?
Oczywiście nie kwestionuję tego, że edukacja jest ważna i że trzeba rozumieć, czym różnią się akcje od obligacji, a konto oszczędnościowe od maklerskiego. Ale wiedza mówi tylko, co możesz zrobić i dlaczego warto. Nie sprawia jeszcze, że będziesz do swoich pieniędzy wracać regularnie i przede wszystkim wtedy, kiedy nic się nie pali. Wiedza finansowa jest czymś, co masz. Forma finansowa jest czymś, o co dbasz i ćwiczysz.
Jak „trenować” finanse w tym hałasie?
Proponuję pięć rzeczy, które są odpowiednikiem wyjścia na driving range, a nie startu w turnieju.
- Zrób test sprawności. Cztery liczby, które są finansowym odpowiednikiem tętna spoczynkowego: ile masz łącznie na wszystkich kontach, ile odłożyłaś w tym miesiącu, ile wynoszą Twoje stałe zobowiązania miesięczne i ile kosztują Cię subskrypcje. Bez oceniania. To pomiar, nie egzamin.
- Wejdź na swój „driving range” raz w tygodniu. Konkretny dzień, konkretna godzina, przypomnienie w telefonie, piętnaście minut. Nie musisz w tym czasie niczego rozstrzygać ani podejmować żadnej decyzji — masz tylko zajrzeć w swoje pieniądze. Zadaniem tego kwadransa nigdy nie jest wynik. Zadaniem jest to, żeby się pojawić. A potem, żeby pojawić się znowu za tydzień.
- Przejrzyj swój instagramowy feed tak, jak przegląda się plan treningowy. Przy każdym koncie eksperta finansowego zadaj dwa pytania: czego mnie to uczy i co ta osoba sprzedaje. Instagramowe konta, po których czujesz się gorsza, a nie mądrzejsza, to nie jest edukacja. To jest trening, po którym boli, ale nic nie rośnie.
- Wydłuż sobie drogę do zakupu. Usuń zapisane karty z przeglądarki i aplikacji zakupowych. Wyłącz powiadomienia o promocjach. Dwie sekundy między impulsem a płatnością to nie jest wielka zmiana, ale to jedyne miejsce, w którym decyzja w ogóle ma szansę się wydarzyć.
- Używaj głośnego budżetowania na serio. Nie jako trendu, tylko jako narzędzia: „to nie mieści się w moim planie na ten miesiąc”. Powiedziane raz na głos, przy stole, działa lepiej niż każda aplikacja do oszczędzania, bo publiczna deklaracja jest formą zobowiązania. I zwykle okazuje się, że połowa stołu odetchnęła z ulgą, że ktoś powiedział to pierwszy.
To ostatecznie social media pomogły nam z pieniędzmi czy zaszkodziły?
Media społecznościowe nie zepsuły relacji kobiet z pieniędzmi i jej nie naprawiły. Zrobiły coś innego: wyprowadziły ją na zewnątrz. Dały nam słownik, wspólnotę i odwagę powiedzenia „nie stać mnie” bez wstydu, a jednocześnie nieskończony strumień cudzych wyników i najkrótszą w historii drogę od emocji do zakupu.
A my możemy z tym zrobić dokładnie to samo, co z contentem sportowym: wziąć z niego plan i zacząć ćwiczyć albo tylko oglądać, jak ćwiczą inni.
Na koniec chcę powiedzieć coś zupełnie wprost, bo to jest dziś najważniejsze. Kobiety, z którymi rozmawiam, wiedzę już mają. Wiedzą, że warto mieć poduszkę finansową. Wiedzą, że o pieniądzach trzeba rozmawiać — z partnerem, przyjaciółmi, rodziną, szefową, księgową. Odsłuchały podcasty, zapisały się na newslettery, mają w telefonie folder z artykułami „do przeczytania później”.
Nie brakuje nam wiedzy. Brakuje nam finansowego driving range’u — miejsca, w którym tę wiedzę się po prostu ćwiczy.
Gdzie w takim razie jest ten finansowy driving range?
Finansowy driving range nie jest nigdzie daleko. To kwadrans w czwartek wieczorem, otwarta aplikacja bankowa i cztery liczby. To jedno pytanie zadane księgowej. To pierwsza wpłata na rachunek, która jest tak mała, że aż śmieszna. To rozmowa z przyjaciółkami, w której pada konkretna kwota, a nie ogólnik. To rozmowa o pieniądzach z partnerem, która nie kończy się awanturą, bo nie zaczęła się od awarii. Żadna z tych rzeczy niczego nie rozstrzyga i żadna nie jest wynikiem. Wszystkie są ćwiczeniem.
W golfa rzadko gra się samemu. Na range’u ćwiczysz sama, ale na pole wychodzisz już w grupie. I nie chodzi tylko o golfa: mamy grupę z siłowni, pilatesu, jogi, tenisa, wspólne treningi i kogoś, kto zauważy, że nas nie było. Z pieniędzmi wciąż każda z nas ćwiczy osobno. A najwięcej zmienia zwykle nie kolejny wykres, tylko przyjaciółka, która mówi wprost, ile w tym roku odłożyła — i z jakiego punktu startowała.
Ta druga część jest równie ważna jak pierwsza. Jeśli usłyszysz samo „odłożyłam w tym roku trzydzieści tysięcy”, nie dowiesz się niczego, co mogłabyś u siebie zastosować. Poczujesz tylko, że jesteś w tyle. Ale jeśli usłyszysz „odłożyłam trzydzieści tysięcy, zaczynałam trzy lata temu od zera i odkładam jedną trzecią wypłaty” — dostajesz metodę. Ta sama kwota, dwa zupełnie różne komunikaty.
W golfie rozwiązano to dawno temu i nazywa się to handicap: liczba, która mówi, z jakiego poziomu startujesz, żeby wynik dwóch zawodniczek dało się w ogóle porównać.
Dlatego tworzę HerCLUB — nie kolejny kurs, tylko kobiecy klub finansowy. Miejsce dla kobiet, które wiedzę już mają, a brakuje im towarzystwa do ćwiczenia: rozmowy o konkretnych kwotach, wymiany doświadczeń i wspólnoty, w której każda porównuje się z własnym punktem startu, a nie z pozostałymi.
Więc nie zapisuj się na kolejny kurs. Zacznij ćwiczyć to, co już umiesz — w ten czwartek, potem za tydzień, potem znowu. Nie dlatego, że coś się pali, i nie dlatego, że jesteś już gotowa, tylko dlatego, że to jest właśnie ten dzień i ta godzina. Forma finansowa nie bierze się z tego, że wiesz, jak uderzyć piłkę. Bierze się z tego, ile razy uderzyłaś.
A po co to wszystko?
Bo pieniądze nie są celem samym w sobie. Są możliwością wyboru, zmiany i powiedzenia „nie” — bez pytania kogokolwiek o zgodę i bez trwania tam, gdzie nie chcesz już być. A do tego nie potrzebujesz talentu ani kolejnego kursu. Potrzebujesz bywać na swoim finansowym driving range’u i… ćwiczyć.
Bo formę finansową buduje się tak samo jak formę fizyczną. Powoli i regularnie. Tylko bez lustra.
Źródła
- Lukas Battle / geneza trendu „loud budgeting” — CNBC, „How a TikTok comedian’s call for »loud budgeting« can help your wallet”, styczeń 2024; Bankrate, „Loud budgeting”, luty 2024.
- Wydawanie z rozpaczy („doom spending”) — Intuit Credit Karma / Qualtrics, badanie na próbie ok. 1000 dorosłych Amerykanów, listopad 2023 (27 proc. ogółu, 43 proc. millenialsów) oraz edycja z października 2024 (motywacje, wpływ złych wiadomości online, czas przed ekranem).
- Różnice między kobietami a mężczyznami w deklaracjach dot. wydawania pod wpływem stresu — Intuit Credit Karma / Qualtrics, edycja z listopada 2023 (33 proc. mężczyzn wobec 21 proc. kobiet) oraz z października 2024 (48 proc. wobec 23 proc. w odniesieniu do wydawania pod wpływem złych wiadomości online); komentarz: S. Green Carmichael, Bloomberg Opinion, luty 2024.
- Jakość porad finansowych w social mediach — Almond Financial, analiza ponad 150 nagrań na TikToku, czerwiec 2024 (do 87 proc. potencjalnie mylących, 85,5 proc. bez zastrzeżeń w opisie); WallStreetZen, analiza 1089 nagrań spod hasztagów giełdowych, publikacja styczeń 2024 (63 proc. mylących, 95 proc. bez informacji o ryzyku). W obu analizach kryterium „mylące” było szerokie i obejmowało m.in. sam brak zastrzeżenia — to szacunki skali zjawiska, a nie precyzyjny pomiar.
- „Kobiety (nie)inwestorki. O Polkach, które inwestują i o tych, które przed inwestowaniem coś powstrzymuje” — dr hab. Katarzyna Sekścińska dla TFI PZU, 2024; badanie CAWI na reprezentatywnej próbie 1068 pracujących Polek w wieku 18–64 lat, maj 2024. Przywołane odsetki (48 proc., 43 proc., 16 proc.) dotyczą podpróby kobiet dziś nieinwestujących (N=727).
- Pewność siebie Polek w decyzjach finansowych — Mastercard, „Kobiety i Finanse 2024″, marzec 2024 (43 proc. respondentek).
Rozmówczyni wywiadu: Magdalena Korol
Magda Korol — adwokatka z wieloletnim doświadczeniem we współpracy z agencjami marketingowymi i branżą kreatywną.
Założycielka i prezeska Fundacji i platformy edukacji finansowej dla kobiet HerEDU, twórczyni projektu HerBALANCE i Kobiecego Klubu Finansowego HerCLUB.
Mówczyni i public speakerka związana z agencją PowerSpeech, wykładowczyni i edukatorka. Łączy prawniczy warsztat z psychologią pieniędzy — rozumie, jak decyzje finansowe splatają się z emocjami i relacjami. Uczy kobiety dbać o finansową formę tak, jak dbają o formę fizyczną: konsekwentnie, regularnie i bez wstydu.
Poza pracą pasjonatka dobrego designu i włoskiej kultury. Gra w golfa, lubi czytać, a small talk to jej supermoc. Przede wszystkim jednak jest uśmiechniętą i spełnioną kobietą.
Twoje pieniądze. Twoje decyzje. Twoja wolność.
heredu.pl




