- 2026-11-04
- 0
- 9 minuty czytania
Jak stworzyłam swoich asystentów w ChatGPT

Jednoosobowa działalność, a jakbym pracowała w zespole. Jednoosobowa działalność kojarzy się z robieniem wszystkiego samemu. Zwłaszcza kiedy zaczynasz jako mama, między etatem a działalnością nierejestrowaną, z ograniczonym czasem i budżetem. Ja też tak zaczynałam. A dziś pracuję tak, jakbym miała zespół. „Jakbym”, bo nikogo nie zatrudniam. Mój zespół mieści się w ChatGPT. I dzięki temu mam czas nie tylko na pracę, ale też dla siebie i dla rodziny.
Zanim zostałam mamą, pracowałam jako trener w dużej korporacji, prowadząc intensywne szkolenia po angielsku. Wieczorami byłam bez energii i po macierzyńskim wiedziałam, że nie chcę wracać do tego trybu.
Dlaczego stworzyłam własnych asystentów
Jako absolwentka anglistyki poszłam w lekcje angielskiego i szkolenia z efektywnej nauki. Od początku nie chciałam uczyć z podręczników. U mnie liczy się mówienie. Z doświadczenia wiem, że ćwiczenia dają jedno: jesteś coraz lepszy w ich robieniu, nie w mówieniu.
Moim znakiem rozpoznawczym jest personalizacja materiałów do poziomu i celu ucznia, często wymagająca tworzenia ich od zera. Na początku siedziałam godzinami nad lekcjami, zamiast rozwijać biznes. Własna działalność miała dać mi więcej czasu, a było odwrotnie.
Korzystałam z ChatGPT i miałam plik z komendami, ale często szybciej było napisać coś od nowa niż je znaleźć. Gdy chciałam zmienić szczegóły, zaczynało się „kłócenie się” z czatem o efekt. Wtedy dowiedziałam się o asystentach w ChatGPT, czyli modelach z zapisanymi wytycznymi pod konkretne zadania. Taki asystent już wie, czego oczekuję, więc nie tracę czasu na tłumaczenie wszystkiego od początku.
Stworzyłam pierwszego asystenta do podsumowań lekcji. Wrzucałam listę słówek i krótki komentarz, a model generował tabelę z tłumaczeniami, przykładami i spersonalizowany mail. W kilka sekund miałam gotowe podsumowanie. To był dla mnie prawdziwy game changer. Przestałam używać ChatGPT tylko do przyspieszania pracy, a zaczęłam z nim budować procesy.
Jak stworzyłam asystentów
Zaczęłam od zadań, które najczęściej powtarzałam z czatem. Stworzyłam własne modele, dodając instrukcje i pliki. Najpierw opisywałam, jakiego efektu oczekuję, potem testowałam model na przykładach i doprecyzowywałam wytyczne.
Przy asystencie do podsumowań wklejałam swoje słówka i sprawdzałam, czy tabela wygląda tak, jak chcę. Jeśli czegoś brakowało albo brzmiało nie w moim stylu, poprawiałam instrukcje i testowałam ponownie – aż działało. Ustawienie modelu zajmuje chwilę, ale później oszczędza godziny. Czasem ma od razu zrobić to, do czego go stworzyłam, a czasem upewnić się, czy to wszystko, albo zadać pytania. Są też modele stworzone przez innych użytkowników, z niektórych korzystam, jeśli wspierają mój sposób pracy.
Jak wygląda mój zespół
Dziś mój zespół w ChatGPT ma kilka ról. Mam asystenta do podsumowań lekcji. Wcześniej siadałam do tego wieczorem, dziś wysyłam je w przerwie między zajęciami. Stworzyłam kilku asystentów do tworzenia lekcji – do gramatyki, egzaminów i pracy na artykule. Jeśli model ma robić zbyt wiele rzeczy naraz, zaczyna się gubić, więc sprawdza się kilka prostszych.
Mam też „dział operacyjny” – asystenta do redakcji bloga i do pisania maili w moim stylu. Korzystam z gotowego modelu doradcy od produktywności i do planowania treści na Instagramie, ale do pisania opisów postów w moim stylu stworzyłam własnego.
Nie wyobrażam sobie już pracy bez nich
Dziś mogę zaoferować moim uczniom jakość, na jaką zasługują. 45 minut lekcji jest maksymalnie wykorzystane i przemyślane. Nie muszę siedzieć po nocach, żeby to osiągnąć. Odpowiedzialność nadal jest po mojej stronie. Nic nie trafia do klienta bez mojej kontroli. Asystenci nie myślą za mnie, ale zdejmują powtarzalne zadania. Przechodziłam z etatu, żeby mieć więcej czasu i elastyczności. Dzięki asystentom nie muszę wybierać między jakością moich usług a życiem prywatnym. I naprawdę nie wyobrażam sobie pracy bez mojego zespołu w ChatGPT.




