• 2026-08-12
  • 0
  • 13 minuty czytania

Feminatywy, biznes online i mroczna strona internetu. Wywiad z Martyną Zachorską, „Panią od feminatywów”

Feminatywy, biznes online i mroczna strona internetu. Wywiad z Martyną Zachorską, „Panią od feminatywów”

Od uniwersyteckiej katedry do budowania marki osobistej w cieniu hejtu

Martyna Zachorska to językoznawczyni, tłumaczka i popularyzatorka wiedzy o języku, która w przestrzeni internetowej funkcjonuje jako „Pani od feminatywów”. Zawodowo jest doktorantką na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jak sama podkreśla, praca w mediach społecznościowych stanowi jedynie dodatek do jej pracy naukowej oraz działalności autorskiej. Jest autorką książki „Żeńska końcówka języka”, w której bada i dokumentuje zmiany językowe zachodzące w społeczeństwie.

Jej droga do budowania rozpoznawalnej marki osobistej była niezwykle trudna, ponieważ przez dziesięć lat celowo nie posiadała żadnych mediów społecznościowych, w tym nawet komunikatora Messenger. Wynikało to z traumatycznych doświadczeń z okresu nastoletniego, kiedy to stała się ofiarą cyberprzemocy, a na ówcześnie popularnym Facebooku założono specjalną antygrupę wymierzoną przeciwko niej. Powrót do sieci nastąpił dopiero w okresie pandemii, kiedy to z potrzeby dzielenia się swoimi przemyśleniami po lekturze zagranicznych reportaży, postanowiła założyć profil na Instagramie pod nazwą „Księżniczka z pierniczka”. Chciała w ten sposób przybliżać polskim odbiorcom tematy związane z feminizmem, o których czytała w książkach amerykańskich i brytyjskich, a o których w Polsce jeszcze się nie mówiło. Na początku swojej działalności w ogóle nie pokazywała twarzy, co miało stanowić dla niej tarczę ochronną przed ponownym hejtem oraz pomóc w chronieniu prywatności.

Dlaczego żeńskie końcówki zawodów wywołują tak skrajne emocje?

Z punktu widzenia językoznawczego, feminatywy nie są nowomodą, lecz naturalną częścią gramatyki, ponieważ język polski jest językiem fleksyjnym i posiada rodzaje gramatyczne. Martyna Zachorska zauważa jednak, że opór i kontrowersje pojawiają się wyłącznie w przypadku zawodów uznawanych za prestiżowe, wysokopłatne, wymagające wyższego wykształcenia lub historycznie zdominowane przez mężczyzn. Przykładowo, formy takie jak „adwokatka”, „psycholożka”, „pilotka”, „polityczka” czy „chirurżka” spotykają się z krytyką, podczas gdy nikt nie kwestionuje form „pani fryzjer”, „pani kelner” czy słowa „modelka”.

Zdaniem ekspertki formy te powróciły do głównego nurtu debaty publicznej za sprawą polityczek, takich jak Izabela Jaruga-Nowacka, która wprowadziła określenie „wicepremierka” i „ministra”, a później Joanna Mucha, która również kazała nazywać siebie „ministrą”. W tamtym czasie wywołało to ogromne oburzenie, a postać Joanny Muchy była wyśmiewana nawet przez liberalne media. W mocno spolaryzowanym politycznie społeczeństwie feminatywy stały się pretekstem do atakowania oponentów. Brak feminatywów w języku prawnym i oficjalnym prowadzi do językowych absurdów, czego idealnym przykładem jest zapis z ustawy o zawodzie nauczyciela akademickiego, w którym pojawia się sformułowanie „nauczyciel akademicki w ciąży lub karmiący piersią”. Taki zapis jest według badaczki pomijaniem specyficznie kobiecego doświadczenia ciąży i karmienia dziecka w imię maskulinizacji języka, gdzie rodzaj męski jest traktowany jako generyczny, czyli odnoszący się do obu płci.

Hejt w internecie i jego realny wpływ na markę oraz biznes

Działalność edukacyjna w sieci wiąże się w przypadku ekspertki z ogromną falą nienawiści, która niemal zawsze omija warstwę merytoryczną, a skupia się na ocenie jej wyglądu. Martyna Zachorska otrzymuje setki komentarzy, w których nazywana jest „ulańcem” czy „pasztetem”, a hejterzy zarzucają jej, że „psuje polskie kobiety”. Grupy antyfeministów, których głównym miejscem spotkań i nakręcania nienawiści jest obecnie platforma X, często organizują skoordynowane ataki na jej profil.

Kryzysowym momentem w budowaniu jej marki był występ w jednym z największych polskich podcastów w ramach promocji pierwszej książki. Mimo merytorycznej wypowiedzi, sekcja komentarzy została zalana wulgarnym ściekiem skupiającym się na twarzy autorki. Gospodarz podcastu odmówił wyłączenia komentarzy, twierdząc, że hejterzy przeniosą się na inne jego filmy, doradzając jej po prostu przeczekanie sytuacji. Badaczka zwraca uwagę, że negatywne komentarze bardzo często nasilają się przy tematach dotyczących kobiet i feminatywów, podczas gdy wywiady na temat społeczeństwa Stanów Zjednoczonych przebiegają w znacznie spokojniejszej atmosferze.

Konsekwencje tego zjawiska uderzają bezpośrednio w jej model biznesowy. Jako twórczyni poruszająca tak zwane tematy trudne i kontrowersyjne, używająca słów takich jak przemoc seksualna czy samobójstwo, ma znacznie mniejsze szanse na lukratywne współprace reklamowe niż influencerki lifestylowe. Świadomie rezygnuje również z pokazywania swojego życia rodzinnego, co uchroniło jej bliskich przed byciem częścią internetowego cyrku, ale jednocześnie pozbawia ją potencjalnych zysków z wizerunku prywatnego.

Model biznesowy i strategia działania w social mediach

Podstawą utrzymania Martyny Zachorskiej jest praca na etacie jako nauczycielka oraz działalność w roli tłumaczki. Dodatkowym źródłem dochodu są tantiemy ze sprzedaży książek, które wydaje w tradycyjnym modelu przy współpracy z Wydawnictwem Poznańskim. Ekspertka kategorycznie odrzuca pomysł self-publishingu, argumentując to swoim roztargnieniem i tym, że potrzebuje profesjonalnej opieki zespołu redakcyjnego i promocyjnego, by zachować spokój w pracy. Wydawnictwo, a nierzadko same instytucje, przejmują na siebie obowiązek organizacji spotkań autorskich, ponieważ autorka nie zatrudnia osobistego menadżera i zarządza swoim kalendarzem samodzielnie.

Z punktu widzenia mediów społecznościowych, jej profil generuje oszałamiające wyniki – nawet 6 milionów wyświetleń miesięcznie. Mimo takich liczb, twórczyni ma duży problem z asertywną wyceną własnej wiedzy podczas negocjacji komercyjnych. Zazwyczaj prosi agencje o samodzielną wycenę na podstawie jej rozbudowanego media kitu, w którym prezentuje nie tylko statystyki, ale również prestiżowe działania eksperckie, takie jak udział w forum ekonomicznym, prelekcje na konferencji Impact, czy reprezentowanie Polski w Parlamencie Europejskim podczas tworzenia kodeksu etycznego influencerów.

Zarządzanie czasem w mediach społecznościowych opiera na optymalizacji. Publikuje codziennie, rezerwując lżejsze treści na weekendy, a posty o charakterze informacyjnym na dni powszednie. Przygotowanie materiałów nie zajmuje jej dużo czasu, ponieważ pomysły notuje na bieżąco podczas intensywnego czytania literatury i reportaży. Działa wyłącznie na Instagramie, unikając platform takich jak Facebook, YouTube czy TikTok, argumentując to brakiem umiejętności montażu wideo oraz poznańską oszczędnością, która nie pozwala jej zapłacić zewnętrznemu podwykonawcy za montaż materiałów.

Szybka runda: To czy To? Formy żeńskie w praktyce

Podczas wywiadu ekspertka zmierzyła się z szybką serią pytań o poprawność konkretnych form zawodów i funkcji:

  • Formy „gość” oraz „gościni” uważa za równie poprawne.

  • Podobnie w przypadku słów „psycholog” oraz „psycholożka” – obie formy są poprawne, jeżeli kobieta wykonująca ten zawód życzy sobie konkretnego nazewnictwa.

  • Wybór między formą „minister” a „ministra” pozostawia woli samej zainteresowanej.

  • Zarówno „premierka”, jak i „pani premier” są formami poprawnymi.

  • Wybiera formę „inżynierka”, choć zauważa, że słowa takie jak „ministra” czy „inżyniera” bywają kwestionowane przez część środowiska językoznawczego, jednak to powszechny uzus decyduje o ich popularyzacji.

  • Jako poprawny feminatyw wskazuje słowo „kierowczyni”, a nie „kierownica”.

  • Poprawną formą jest „chirurżka”, a nie „chirurgini”.

  • Formy „profesorka” i „pani profesor” uważa za równie dobre.

  • Podobnie jest z formami „reżyserka” oraz „reżyser”.

  • Słowo „architektka” uważa za jeden z najtrudniejszych do wymówienia feminatywów w polszczyźnie, ze względu na trudną zbitkę spółgłosek, przywołując jako podobnie skomplikowany przykład słowo „adiunktka”.

Język polski za kilkadziesiąt lat

Zapytana o prognozy dla języka polskiego na najbliższe 30 lat, językoznawczyni przyznała, że niezwykle trudno jest przewidzieć nawet to, co wydarzy się za 5 lat. Język ewoluuje w błyskawicznym tempie pod wpływem zapożyczeń z języka angielskiego, trwałego zadomowienia się tak zwanej „korpomowy” oraz nieustannie zmieniającego się slangu młodzieżowego, który z definicji musi być hermetyczny i niezrozumiały dla starszych pokoleń. Niemniej jednak, Martyna Zachorska patrzy w przyszłość z optymizmem, wierząc, że skoro nasz niezwykle trudny i złożony pod względem brzmienia język zdołał przetrwać czasy zaborów i próby wykorzenienia go, z pewnością przetrwa również kolejne dekady.

Przeczytaj także

Zarządzanie zespołem w małym biznesie – jak dopasować ludzi do etapu rozwoju firmy

Zarządzanie zespołem w małym biznesie – jak dopasować ludzi do etapu rozwoju firmy

Mały biznes nie rozwija się liniowo. Pulsuje. Przyspiesza, zwalnia, przechodzi przez fazy eksperymentów, kryzysów, stabilizacji i…
Brzmisz jak ekspertka czy jak wszyscy? 7 błędów komunikacyjnych w kobiecym biznesie

Brzmisz jak ekspertka czy jak wszyscy? 7 błędów komunikacyjnych w kobiecym biznesie

Masz wiedzę, doświadczenie, wyniki, jednak zdarza Ci się tygodniami poprawiać post, który nigdy nie wychodzi idealnie.…
AI vs człowiek, czyli  kto lepiej oceni Twój potencjał? – rozmowa z Anną Płoską

AI vs człowiek, czyli kto lepiej oceni Twój potencjał? – rozmowa z Anną Płoską

REDAKCJA GIRLBOSSKIE: Jak Twoim zdaniem zmienia się dziś definicja „potencjału”, kiedy coraz częściej oceniają go algorytmy,…

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *