• 2026-04-10
  • 0
  • 13 minuty czytania

Jak pisać dla dzieci w świecie AI, TikToka i krótkiej uwagi? – rozmowa z Mają Strzałkowską

Jak pisać dla dzieci w świecie AI, TikToka i krótkiej uwagi? – rozmowa z Mają Strzałkowską

W świecie, w którym dzieci od najmłodszych lat funkcjonują w rytmie szybkich bodźców, krótkich form i nieustannego scrollowania, coraz częściej pojawia się pytanie: czy książka ma jeszcze szansę przyciągnąć ich uwagę? Czy tradycyjna lektura może konkurować z dynamicznym światem ekranów, czy raczej powinna odnaleźć w nim swoje nowe miejsce?

O tym, jak zmienia się młody odbiorca, jakie wyzwania stoją dziś przed autorami literatury dziecięcej oraz gdzie przebiega granica między atrakcyjną formą a wartościową treścią, rozmawiamy z Mają Strzałkowską – autorką, która z dużą uważnością przygląda się potrzebom najmłodszych i pokazuje, że książka nadal może być ważnym, a przede wszystkim potrzebnym elementem dziecięcego świata.

Ola Gościniak: Czy dziś książka dla dzieci musi konkurować z TikTokiem? Czy to w ogóle uczciwa rywalizacja?

Maja Strzałkowska: Nie jestem pewna, czy to kwestia konkurencji, czy raczej wyboru sposobu spędzania wolnego czasu przez dzieci. Czy TikTok to właściwa przestrzeń? Mam ogromne wątpliwości. Nowe projekty ustaw dotyczące ochrony nieletnich dotyczą zakazu korzystania z platform społecznościowych do 15. roku życia oraz zakazu korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych – nie bez przyczyny, chodzi o bezpieczeństwo i zdrowie psychiczne dzieci.

W przypadku czytania książek nie mamy tego dylematu, chociaż uważam, że to tylko pozory. Jako rodzice powinniśmy sprawdzać, jakie treści przyswajają nasze dzieci nie tylko za pośrednictwem smartfona, ale też papieru. Na rynku jest wiele wartościowych książek, jak i wiele szkodliwych, o niskiej jakości treści.

Wracając do konkurencyjności mediów społecznościowych – pochłanianie tego typu treści jest łatwiejsze i szybsze. By „pochłonąć” książkę, potrzeba więcej wysiłku, a obecnie zarówno dzieci, jak i dorośli nie lubią się zbytnio przemęczać, prawda? [śmiech] Wybieramy prostsze rozwiązania, także w sposobie spędzania czasu.

Jak zmieniło się dziecko jako odbiorca na przestrzeni ostatnich lat, co dziś przyciąga jego uwagę, a co ją natychmiast rozprasza?

Dzieci są wymagającymi odbiorcami – są szczere, nie uznają kompromisów, jeśli coś im się nie spodoba, otwarcie o tym oznajmiają. Jednakże nowe technologie i media sprawiają, że dzieci są bombardowane różnorodnymi bodźcami od najmłodszych lat. Wszystko wokół nich dzieje się szybko. Rodzice też są w ciągłym pośpiechu. Skoro dorośli pędzą, to dzieci także. W bajkach, filmach i grach komputerowych akcja zmienia się błyskawicznie, więc i tam doświadczają tego pędu, przez co łatwo się rozpraszają i nudzą. Ich oczekiwania są zatem inne niż kiedyś – pragną tego, co intensywne, zmienne, zaskakujące i szybkie, bo to jest bardziej interesujące.

Ten nadmiar wywołuje potrzebę otrzymywania coraz większej liczby bodźców, bo do tych mniej intensywnych dzieci już przywykły – są więc poszukiwaczami mocniejszych wrażeń, a jednocześnie szybko się tym męczą, mają kłopoty z koncentracją uwagi, regulacją emocji, łatwiej się zniechęcają. To dla nich bardzo trudne, tym bardziej że oczekiwania dorosłych są takie same, a może nawet większe, niż kiedy sami byli dziećmi.

Czy zauważasz, że dzieci inaczej „czytają” niż kiedyś – szybciej, bardziej fragmentarycznie, mniej cierpliwie?

Myślę, że to zależy od dziecka. Jedne fascynują się książkami od najmłodszych lat, inne nie są w ogóle zainteresowane czytaniem, mimo wysiłku podejmowanego przez rodziców. To, co się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat, to problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Czy to dlatego, że dzieci czytają szybko i pobieżnie? Czy to rezultat problemów z utrzymaniem koncentracji uwagi? A może w dobie internetu i mediów społecznościowych nie uznają tego za interesujące zajęcie? Nie ma jednej odpowiedzi, a może wszystkie są prawdzie.

Przy tym wszystkim, co dzieci mają, do czego mają dostęp, książki mogą wydawać się zwyczajne, nudne, a dzieci nie lubią się nudzić, dlatego czytają „po łebkach”, szybko i niechętnie. I tu pojawia się kolejny problem naszych czasów – nie mamy czasu, by się nudzić, a nuda to przestrzeń na kreatywność i odpoczynek, na regulacje emocji. Tymczasem zarówno dzieci, jak i dorośli mają napięte grafiki, a gdy chcą odpocząć od nadmiaru wszystkiego, sięgają po najłatwiejsze narzędzie, które ich odcina od pędzącej, trudnej rzeczywistości, czyli ekranu.

Jak pisze się historię dla odbiorcy, który jest przyzwyczajony do kilkusekundowych bodźców i natychmiastowej gratyfikacji?

Nie ma innego wyjścia, jak dostosować się do nowych wymagań. Jeśli chcemy zachęcić dziecko do czytania, to książka nie może być nudna. Dlatego wydawcy literatury dziecięcej mają rozmaite i bardzo ciekawe pomysły: książki typu pop-up, z których ilustracje „wychodzą” po przewróceniu strony, dając efekt 3D; barwione brzegi, by książka wyglądała atrakcyjnie; gadżety typu lupy czy naklejki; książki interaktywne – z dźwiękiem, różnymi fakturami albo, jak w przypadku serii „Julka i Szpulka”, którą tworzę, wprowadzenie elementów aktywizujących, które wciągają dziecko w fabułę niczym w grze komputerowej.

Te zabiegi dają odbiorcy intensywne bodźce, których dzieci dziś potrzebują. Książka musi kusić czymś atrakcyjnym, by dziecko chciało się nią zainteresować. I dobrze, że tak jest, bo może się okazać, że ta jedna, wyjątkowa książka sprawi, że w przyszłości dziecko sięgnie po kolejną. Jeśli chcemy zainteresować dziecko czytaniem książek, dobrze jest wybrać taką pozycję, która odpowiada na nowe potrzeby młodego odbiorcy, chociażby po to, by pokazać, że książki nie muszą być nudne, mogą być fajne, ciekawe i mogą być formą zabawy.

Czy tempo narracji w książkach dla dzieci powinno dziś przypominać tempo scrollowania – czy wręcz przeciwnie?

A czy ktoś lubił kilkadziesiąt lat temu czytać „Ogniem i mieczem” i te rozwlekłe opisy? [śmiech] Uważam, że zarówno w książkach dla dzieci, jak i dorosłych tempo narracji powinno być dostosowane do fabuły. Gdy będzie zbyt nudna, książka nie zostanie przeczytana albo uznana za nienajlepszą. I nie samą fabułą książka żyje, elementem zaskoczenia mogą być inne środki – nie tylko zwroty akcji, czy nietuzinkowi bohaterowie. Elementem zaskoczenia może być gra słów, humor, nietypowe porównania i metafory. Ten efekt można uzyskać nie tylko poprzez to, że dużo się dzieje. Z resztą, jak scrollujemy to przewijamy szybko te filmy lub zdjęcia, które wydają się nam nudne. Zatrzymujemy wzrok na tym, co nas zainteresuje lub zaskoczy – nietypowy obraz, zdanie, dźwięk lub połączenie wszystkich tych elementów. Nasze mózgi to lubią, dostają wtedy upragnioną dopaminkę. Z książką jest podobnie – musi być ciekawa i zaskakująca – wtedy nasz układ nerwowy otrzymuję nagrodę za podjęty wysiłek, jakim jest czytanie.

dzieci maja strzałkowska
fot. Marta Rogińska

Gdzie widzisz granicę między dostosowaniem się do nowych realiów a utratą wartości literatury.

Ta granica jest tylko wtedy, gdy za słowami, które zostały przelane na papier, czy nagrane w formacie mp3, nie ma wartości. Podobne oczekiwania mamy coraz częściej wobec social mediów – szukamy w nich wrażeń, ale i przydatnych dla nas treści. Niebezpieczeństwem nie jest sposób wyrażania treści, tylko to, że ten wyraz, czy to obrazem, czy słowem nie niesie za sobą żadnej wartości.

Czy sztuczna inteligencja może być realnym wsparciem w tworzeniu książek dla dzieci – czy raczej zagrożeniem dla autentyczności?

AI jest narzędziem, tyle, że łatwiej się nim zranić. Jest kuszące, bo proste i nas wyręcza i jednocześnie zwalnia z myślenia, rozwijania się. Musimy więc posługiwać się nim ostrożnie, bo łatwo jest się w nim zatracić. Nie korzystam ze sztucznej inteligencji do tworzenia treści dla dzieci – wymyśliłam nawet specjalny znak „AI FREE – Made by Human” z odciskiem ludzkiego palca i tak oznaczam swoje książki i audiobooki. Jeśli będzie coraz więcej książek dla dzieci stworzonych przez sztuczną inteligencję, będę mogła mówić, że tworzę książki rzemieślnicze albo kraftowe. Natomiast używam AI do tworzenia kontentu – posty na social media, opisy produktów, newsletter po części też, ale zauważyłam, że mam problem z napisaniem posta samodzielnie. Teraz daję więcej od siebie, czuję, że to jest bardziej autentyczne i wartościowe.

Uważam, że warto korzystać z dostępnych narzędzi, ale rozsądnie, by się w tym nie zatracić, bo wówczas możemy stracić na autentyczności. Natomiast sztuczna inteligencja może być wsparciem w poszukiwaniu wiedzy, a czasem nawet pomysłów, gdy utkniemy w martwym punkcie – AI może nam podpowiedzieć jakiś wątek, dzięki czemu będziemy mogli rozwinąć dalej opowieść, ale już po swojemu. Jednak, czy możemy zawierzyć AI, że jest w stanie przekazać dzieciom ważne wartości i prawdy oparte na ludzkim doświadczeniu?

Jakie elementy książki mają dziś największą szansę „wygrać” z ekranem – język, ilustracje, emocje, a może coś zupełnie innego?

Książki nie mają szansy wygrać z ekranem, jeśli dorosły nie pokaże dziecku, że jest alternatywna forma spędzania czasu. Książka powinna być jedną z tych możliwości, podobnie jak sport, spacer po lesie, granie w karty, bujanie się bez sensu na hamaku.

Zarówno autorzy, jak i wydawcy mogą „stawać na rzęsach”, by tworzyć coraz ciekawsze, z wymyślną grafiką, niezwykłymi ilustracjami, interaktywne lub aktywizujące książki, mogą szukać nietuzinkowych lub modnych tematów, ale jeśli rodzic nie da dziecku tej książki do ręki, jeśli nie usiądzie z nim i jej nie przeczyta, to książka przegra z ekranem. Tylko my, dorośli, kreujemy dzieciom świat, nie na odwrót. Moim zdaniem ani social media, ani ekran, ani AI nie są przyczyną braku zainteresowania książkami, problemem są decyzje dorosłych.

Czy dzieci nadal potrzebują książek, które wymagają skupienia i ciszy – czy to już świat, który odchodzi?

Mam takie spostrzeżenia, że dzięki temu, że dzieci mogą obcować z literaturą na różne sposoby – zarówno poprzez papier, w tym komiks, jak i eBook, czy audiobook, przychodzi taki moment, że doceniają spokój i ciszę jaką niesie za sobą czytanie lub słuchanie. Dzieci są z natury mądre i ciekawe, same dochodzą do wniosku, że w tym wariackim świecie potrzebują też ukojenia. Uważam, że książki nie znikną. Nadal będę istniały, w różnych formach do wyboru, w zależności od potrzeb, bo dają zarówno dzieciom, jak i dorosłym odpowiedzi na pytania, wiedzę, doświadczenia, a czasem ucieczkę od świata, który nierzadko przytłacza.

Gdybyś miała wskazać jedną rzecz, której autorzy książek dla dzieci dziś nie rozumieją o młodych odbiorcach, co by to było?

Nie chcę tego tak oceniać, zakładam, że każdy autor książek dla dzieci jak najlepiej myśli o swoich odbiorcach. To, na co chciałabym zwrócić uwagę to traktowanie dzieci jak małych dorosłych, by traktować dzieci poważnie, jak każdego innego człowieka, tyle, że mniej doświadczonego. By dziecięce problemy, postrzeganie świata, relacje z innymi były tak samo ważne. Nie powinniśmy bagatelizować tego, z czym się mierzą na co dzień.

Dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje, jeśli nawet nie dokładanie w taki sam sposób, jak my, to intuicyjnie łapią w lot wszelkie niuanse. Są świetnymi obserwatorami i uczą się od nas, więc to, co robimy, jak reagujemy, co im piszemy ma ogromne znaczenie. Warto o tym pomyśleć, zarówno jeśli jest się pisarzem, rodzicem, czy innym dorosłym – każdy z nas ma wpływ na to, jak dzieci będę postrzegać świat i jak będą go kreować w przyszłości.


dzieci maja strzałkowska_2Rozmówczyni wywiadu: Maja Strzałkowska

Maja Strzałkowska – jest trochę pisarką, trochę blogerką, bardzo mamą i żoną, a jeszcze bardziej jest sobą. Lubi podróżować z rodziną, jak i sama. Lubi tworzyć historie te spisane, jak i te opowiadane dzieciom przed snem. Uwielbia spotkania z małymi czytelnikami, dlatego wymyśla dla nich ciekawe warsztaty. Jest optymistką i często idealistką. Wierzy, że można zmieniać świat, jeśli tylko damy innym odpowiednie wsparcie i narzędzia, na przykład książki i audiobooki. Propagatorka empatii, świadomego rodzicielstwa i budowania akceptacji siebie i innych poprzez zdrowy dystans, szacunek, życzliwość i poczucie humoru.

Przeczytaj także

„Wróbel, który ćwierkał za dużo” – autorstwa Mai Strzałkowskiej – detektywistyczna przygoda dla najmłodszych z ważnym przesłaniem

„Wróbel, który ćwierkał za dużo” – autorstwa Mai Strzałkowskiej – detektywistyczna przygoda dla najmłodszych z ważnym przesłaniem

„Wróbel, który ćwierkał za dużo” autorstwa Mai Strzałkowskiej to jedna z książek z serii „Julka i…
Kreatywność w biznesie

Kreatywność w biznesie

Maja Strzałkowska – Paczka Girlbosskich Kreatywność w biznesie Czy kreatywność to cecha zarezerwowana tylko dla artystów,…
Przygody Julki i Szpulki – recenzja e-booków napisanych przez Maję Strzałkowską

Przygody Julki i Szpulki – recenzja e-booków napisanych przez Maję Strzałkowską

Maja Strzałkowska, autorka popularnej serii dla dzieci, zaprasza młodych czytelników do świata emocjonującej przygody Julki i…

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *